Obserwował,
jak obłocone pola powoli wypełniały tłumy mniej lub bardziej zalanej młodzieży.
Jego nozdrza wypełniał zapach wymiocin, które pokrywały dotychczas tak zadbane,
zielone trawniki.
Dwie
rozchichotane, ledwo trzymające się na nogach nastolatki rzuciły mu coś na
miarę zniewalającego spojrzenia, odpowiedział cichym parsknięciem śmiechu,
stłumionym przez papierosa w ustach. Kto by pomyślał, że jeszcze niedawno był
podobnym gówniarzem. Tak pewnym swoich racji, decyzji, czy myślenia. Przekonanym,
że zna świat, że nic go nie zaskoczy.
O ironio, w
jak wielkim był błędzie.
Westchnął
przeciągle, jednocześnie wydychając prawie, że przezroczystą smugę szarego
dymu. Tłum powoli przysłaniał mu widok sceny, do której planował się dopchać,
pod sam podest. Przez kałuże błota i rzygów.
Zza kulis
wyłoniły się wysokie postacie, na które publiczność zareagowała gromkimi
krzykami i oklaskami. Uśmiechnął się pod nosem, gdy gdzieś wśród członków
zespołu mignęła mu pomarańczowa plamka, powoli zamieniająca się w drobną
dziewczynę o płomienno rudych włosach. W dłoni z dumą trzymała gryf basa,
szczerząc się w szerokim uśmiechu.
Nic się nie
zmieniła. Nie urosła, nie przytyła, wciąż tak samo blada i drobna. Zapuściła
nieco włosy, teraz spięte w wysokim kucyku. Widział, jak błądzi spojrzeniem po
krańcach pola, widocznie zaskoczona liczbą osób, która pojawiła się na
koncercie.
Nigdy nie
wierzył, że uda się jej coś osiągnąć. Nie rozumiał tej upartości i zażyłości,
wielkich marzeń i poświęceń. W jego otoczeniu była czymś kompletnie odmiennym, choć
skutecznie to maskowała. Zawsze wiedziała w jaki właściwy sposób wykorzystać
człowieka, to ich łączyło. No, może nie tylko to.
Obserwował
wzrok przesuwający się po publiczności, by wreszcie spocząć na jego twarzy. Radość,
która zamieniła się w wyraz niedowierzania.
Odsłonił rząd
idealnie równych zębów, w swoim drapieżnym uśmiechu. Czyżby myślała, że się nie
pojawi? Że nie dotrzyma obietnicy? Więc skąd te zaskoczenie na jej twarzy,
zupełnie jakby zobaczyła ducha? Być może tym właśnie dla niej był, zanikającym
wspomnieniem.
Rozbawiony
własnym rozdrabnianiem myśli, uśmiechnął się szerzej, puszczając do niej oko.
Przecież nie mogła zobaczyć, jak zmienił się od tamtego czasu. Nie może myśleć,
że jej słowa coś zmieniły. Nie może uważać, że była aż tak ważna.
Drgnęła
niespokojnie, jakby wyrwana z głębokiego zamyślenia, gdy pierwsze akordy gitary
prowadzącej rozbrzmiały tuż ponad głowami tłumów. Jeszcze chwilę utrzymywała
kontakt wzrokowy, a on mógłby przysiądź, że na jej twarzy błąkał się jeden z
tych psotnych uśmiechów, które tak dobrze pamiętał. Później odwróciła się,
wznosząc ręce ku niebu i krzycząc coś do publiczności, która zareagowała głośną
odpowiedzią. Jakby z większą pewnością siebie, przewróciła między palcami kostkę
i wreszcie uderzyła w struny gitary.
Jeszcze
chwilę przyglądał się jej twarzy, szukając oznak zainteresowania, jednak ona
nie widziała już nic prócz swojego instrumentu, i szalejącego tłumu. Tak, to
też pamiętał. Chwile, kiedy tracił nad nią kontrolę, kiedy stawała się odległa
i nieobliczalna.
- Do zobaczenia – mruknął cicho, cofając się w stronę
barierek. Tłum rozszalałych nastolatków skutecznie pochłonął jego postać.
